![]() |
Po powrocie, pewne pytania powracały jak bumerang:
- A jak Ty tam przeżyłaś z tą swoją dietą?
- Jak widać! - rozkładałam ręce.
Odpowiedź ta na pewno nie wyczerpuje tematu, ale jej rozwinięcie na pewno może narobić apetytu na więcej. Moja pierwsza myśl o tej podróży trafiła przez żołądek do serca i rozsądku. Któregoś zimowego popołudnia, w gruzińskiej restauracji w Sopocie, nieopatrznie zamówiłam nie za tanią przystawkę - jakiś tam mikro rulonik z bakłażana za 8 złotych! Porcja okazała się dość mała jak na cenę i obezwładniająco pyszna. Bakłażany z pastą orzechową. Potem sycąca zupa z fasoli z kolendrą. Na danie główne nie miałam już miejsca. Następnie łyk gruzińskiego wina i już wiedziałam, że miłość do gruzińskiej kuchni to dobry powód, by się tam wybrać. Sama restauracja Ocneba w Sopocie ma w karcie niestety tylko kilka wegańskich potraw, a w poszukiwaniu smaków gruzińskiej roślinnej kuchni lepiej wybrać się do źródeł - do Gruzji.
- Jak widać! - rozkładałam ręce.
Odpowiedź ta na pewno nie wyczerpuje tematu, ale jej rozwinięcie na pewno może narobić apetytu na więcej. Moja pierwsza myśl o tej podróży trafiła przez żołądek do serca i rozsądku. Któregoś zimowego popołudnia, w gruzińskiej restauracji w Sopocie, nieopatrznie zamówiłam nie za tanią przystawkę - jakiś tam mikro rulonik z bakłażana za 8 złotych! Porcja okazała się dość mała jak na cenę i obezwładniająco pyszna. Bakłażany z pastą orzechową. Potem sycąca zupa z fasoli z kolendrą. Na danie główne nie miałam już miejsca. Następnie łyk gruzińskiego wina i już wiedziałam, że miłość do gruzińskiej kuchni to dobry powód, by się tam wybrać. Sama restauracja Ocneba w Sopocie ma w karcie niestety tylko kilka wegańskich potraw, a w poszukiwaniu smaków gruzińskiej roślinnej kuchni lepiej wybrać się do źródeł - do Gruzji.
Pierwsze kroki tych poszukiwań nie są takie proste.
Proponuję zatem przyjęcie którejś z poniższych strategii:
Proponuję zatem przyjęcie którejś z poniższych strategii:
Strategia numer 1: KOMUNIKACJA
Ta strategia przydaje się w małych miastach i wioskach. Wiadomo, że najlepsze jedzenie jest tam gdzie chodzą autochtoni, ale te adresy trzeba jakoś "pozyskać".
Uwaga! na słowo pakuszat', czyli zjeść. To takie "Sezamie otwórz się" i polecam zapamiętać. Przydaje się. Dodaliśmy jeszcze, że charoszyje (dobre), a pan po chwili zastanowienia zaświecił nam światełko w labiryncie brudnych zatłoczonych goriańskich ulic wokół dworca. Kazał zamówić taksówkę za 2 lari (3,20 zl) i pojechać do restauracji Dom Chinkali, gdzie podobno typowy gruziński ojciec rodziny zwykle zabiera małżonkę swą i potomstwo na rodzinną ucztę [adresy na końcu]. Miejsce faktycznie okazało się warte zachodu. Zjedliśmy tam najlepsze chinkali w czasie całego pobytu (może dlatego, że byliśmy naprawdę głodni?)! W lokalu sami gruzini, co dobrze świadczy o tym miejscu. Anglijskie menu trudno uznać za zrozumiałe - najczęściej zawierało gruzińskie słowa w łacińskim alfabecie. Oświecenie przynosi dopiero rosyjska wersja (dźwiękowo podobna do polskiej) pod warunkiem, że umie się czytać cyrylicę. Toteż, póki nie nauczyliśmy się kanonu gruzińskich podstaw, komunikacja, szeroki uśmiech, dobra wola miłej pani kelnerki oraz często powtarzane MADLOBA DIDI (bardzo dziękujemy) było naszą największą siłą.
Zarówno w Kutaisi, jak i kilku innych miejscach, zdarzyło mi się podejść do lady i prosić o postnyje i że chcemy pakuszat'. W efekcie dostawaliśmy jakieś warzywa smażone (często dobrze przyprawione bakłażany) lub inne rzeczy. Hitem była znana nam dobrze sałatka z pomidorów i ogórków w wersji z cebulą lub sosem orzechowym. Standardem są też duże ilości chleba, a dla wegetarian ulubiony w Gruzji biały ser. Pakushat pomaga przeżyć!
Jak opanować kryzysowe sytuacje?
Podstawowe wyrażenia po rosyjsku będą zrozumiałe w większości miejsc: bez mjasa, bez jajcow, bez małaka, bez ryb lub tolko owości (tylko warzywa). Uwaga: maslo znaczy zarówno masło jak i olej, ale z doświadczenia widziałam, że najczęściej używano po prostu oleju.
Wegesłowo klucz: po rosyjsku postnyje, a po gruzińsku სამარხვო (samarchwo, googluj jako samarkhvo), po angielsku lent food. Prawosławny kościół gruziński zna tradycję postu, która wyklucza posiłki mięsne i nabiałowe z diety. A dzięki kolejnej tradycji - gościnności - można ten kraj z powodzeniem uznac za wegański raj.
Uwaga! W turystycznych miastach (Batumi czy Tbilisi) strategia ta może się nie sprawdzić. Wybór restauracji jest tam bowiem bardzo duży, turystów jest wielu i łatwo znaleźć anglojęzyczną obsługę, która wszystko ładnie wyjaśni. Lepiej wtedy od razu prześć do strategii nr. 2,3 lub 4.
Placki i plackarnie są wszędzie, a jeżeli ich nie ma - to nie jesteście w Gruzji. Placki są cudowne! Gorące, dopiero co wyjęte z pieca. Świeżo przyrządzane z pominięciem wszystkich przepisów BHP. Pięknie wygniecione przez gruzińską kucharkę. W zależności od regionu są duże lub małe, z ciasta francuskiego lub z przepisu na chaczapuri. Łączy je jedno - można się nimi najeść, przejeść, objeść i umrzeć z uśmiechem na twarzy.
Typowy placek, czyli chaczapuri, zawiera najczęściej ser lub mięso (stosunek popularności jednego do drugiego zależy od regionu). Wersja wegańska to LOBIANI - bardzo popularny placek z czerwonej fasoli z przyprawami. Ciasto składa się z mąki i wody. Rozwałkowane pokrywa się farszem, nastepnie tworzy kulistą sakiewkę i rozwałkowuje ponownie, by wyszedł płaski placek Cena zależy od turystyczności miejsca i rozmiaru placka - waha się od 1 do 5 lari (1 GEL=1,60 zl). W restauracjach nawet 7 lari.
Strategia wymaga researchu internetowego i nie jest szczególnie efektywna, bo miejsc jednoznacznie vegan friendly (ze znaczkiem etc.) nie ma wielu. Koncentrują się w dużych miastach. Odwiedziłam 3 takie miejsca - w Kutaisi, Tbilisi i Signaghi [adresy na końcu]. W każdym z nich mówiono po angielsku. Kiwi to kuchnia międzynarodowa podobna do typowych wegańskich znanych w Polsce knajpek (Tbilisi), a w pozostałych dwóch serwowano tak jak wszędzie gruzińską kuchnię, ale po prostu obsługa rozumiała słowo vegan, z tym, że w jednym z nich za tą wiedzę trzeba było nieco więcej zaplacić (Kutaisi). W skrócie, najlepiej od razu przyjąć strategię nr 1,2 lub 4 i zjeść coś w jakiejkolwiek gruzińskiej jadłodajni, gdzie roślinnego jedzenia jest wbród. Też będzie wegańsko i pysznie.
Niezbędne:
- język obcy. Może być rosyjski. Alternatywnie "uniwersalny język Słowian", np. mieszanka polsko-rosyjska lub gestykulacja. Stosować w przypadku rozmówców 30+ . Angielski stosować wobec <30.
- otwartość, szeroki uśmiech i nieco dobrej woli.
Praktyka:
W Gori (centralna Gruzja) na dworcu zapytaliśmy pewnego dobrze odżywionego mężczyznę: - Wy znajetie gdie zdjes mażna pakuszat' nationalnyje bljuda? (wiecie, gdzie można tutaj podjeść trochę tradycyjnych potraw?)Uwaga! na słowo pakuszat', czyli zjeść. To takie "Sezamie otwórz się" i polecam zapamiętać. Przydaje się. Dodaliśmy jeszcze, że charoszyje (dobre), a pan po chwili zastanowienia zaświecił nam światełko w labiryncie brudnych zatłoczonych goriańskich ulic wokół dworca. Kazał zamówić taksówkę za 2 lari (3,20 zl) i pojechać do restauracji Dom Chinkali, gdzie podobno typowy gruziński ojciec rodziny zwykle zabiera małżonkę swą i potomstwo na rodzinną ucztę [adresy na końcu]. Miejsce faktycznie okazało się warte zachodu. Zjedliśmy tam najlepsze chinkali w czasie całego pobytu (może dlatego, że byliśmy naprawdę głodni?)! W lokalu sami gruzini, co dobrze świadczy o tym miejscu. Anglijskie menu trudno uznać za zrozumiałe - najczęściej zawierało gruzińskie słowa w łacińskim alfabecie. Oświecenie przynosi dopiero rosyjska wersja (dźwiękowo podobna do polskiej) pod warunkiem, że umie się czytać cyrylicę. Toteż, póki nie nauczyliśmy się kanonu gruzińskich podstaw, komunikacja, szeroki uśmiech, dobra wola miłej pani kelnerki oraz często powtarzane MADLOBA DIDI (bardzo dziękujemy) było naszą największą siłą.
Zarówno w Kutaisi, jak i kilku innych miejscach, zdarzyło mi się podejść do lady i prosić o postnyje i że chcemy pakuszat'. W efekcie dostawaliśmy jakieś warzywa smażone (często dobrze przyprawione bakłażany) lub inne rzeczy. Hitem była znana nam dobrze sałatka z pomidorów i ogórków w wersji z cebulą lub sosem orzechowym. Standardem są też duże ilości chleba, a dla wegetarian ulubiony w Gruzji biały ser. Pakushat pomaga przeżyć!
![]() |
| Strategia komunikacyjna zakończyła się sukcesem i takim właśnie zacnym obiadem. 100% vegan. / Gori. Miasto Stalina. Dom Chinkali. |
Jak opanować kryzysowe sytuacje?
Podstawowe wyrażenia po rosyjsku będą zrozumiałe w większości miejsc: bez mjasa, bez jajcow, bez małaka, bez ryb lub tolko owości (tylko warzywa). Uwaga: maslo znaczy zarówno masło jak i olej, ale z doświadczenia widziałam, że najczęściej używano po prostu oleju.
Wegesłowo klucz: po rosyjsku postnyje, a po gruzińsku სამარხვო (samarchwo, googluj jako samarkhvo), po angielsku lent food. Prawosławny kościół gruziński zna tradycję postu, która wyklucza posiłki mięsne i nabiałowe z diety. A dzięki kolejnej tradycji - gościnności - można ten kraj z powodzeniem uznac za wegański raj.
Uwaga! W turystycznych miastach (Batumi czy Tbilisi) strategia ta może się nie sprawdzić. Wybór restauracji jest tam bowiem bardzo duży, turystów jest wielu i łatwo znaleźć anglojęzyczną obsługę, która wszystko ładnie wyjaśni. Lepiej wtedy od razu prześć do strategii nr. 2,3 lub 4.
Strategia numer 2: PLACKI
Placki i plackarnie są wszędzie, a jeżeli ich nie ma - to nie jesteście w Gruzji. Placki są cudowne! Gorące, dopiero co wyjęte z pieca. Świeżo przyrządzane z pominięciem wszystkich przepisów BHP. Pięknie wygniecione przez gruzińską kucharkę. W zależności od regionu są duże lub małe, z ciasta francuskiego lub z przepisu na chaczapuri. Łączy je jedno - można się nimi najeść, przejeść, objeść i umrzeć z uśmiechem na twarzy.
Typowy placek, czyli chaczapuri, zawiera najczęściej ser lub mięso (stosunek popularności jednego do drugiego zależy od regionu). Wersja wegańska to LOBIANI - bardzo popularny placek z czerwonej fasoli z przyprawami. Ciasto składa się z mąki i wody. Rozwałkowane pokrywa się farszem, nastepnie tworzy kulistą sakiewkę i rozwałkowuje ponownie, by wyszedł płaski placek Cena zależy od turystyczności miejsca i rozmiaru placka - waha się od 1 do 5 lari (1 GEL=1,60 zl). W restauracjach nawet 7 lari.
Strategia 3: VEGAN friendly places
Strategia wymaga researchu internetowego i nie jest szczególnie efektywna, bo miejsc jednoznacznie vegan friendly (ze znaczkiem etc.) nie ma wielu. Koncentrują się w dużych miastach. Odwiedziłam 3 takie miejsca - w Kutaisi, Tbilisi i Signaghi [adresy na końcu]. W każdym z nich mówiono po angielsku. Kiwi to kuchnia międzynarodowa podobna do typowych wegańskich znanych w Polsce knajpek (Tbilisi), a w pozostałych dwóch serwowano tak jak wszędzie gruzińską kuchnię, ale po prostu obsługa rozumiała słowo vegan, z tym, że w jednym z nich za tą wiedzę trzeba było nieco więcej zaplacić (Kutaisi). W skrócie, najlepiej od razu przyjąć strategię nr 1,2 lub 4 i zjeść coś w jakiejkolwiek gruzińskiej jadłodajni, gdzie roślinnego jedzenia jest wbród. Też będzie wegańsko i pysznie.
Strategia 4: Explore the local cuisine!
Strategia ta wymaga otwartego umysłu i nauczenia się kilku podstawowych gruzińskich słów gwarantujących przetrwanie, czyli nazw jedzenia. Wbrew pozorom kanon gruzińskich potraw jest relatywnie krótki i ogarnięcie podstaw nie zabiera tak dużo czasu. Gdy go opanujecie, serce każdego Gruzina/ki wypełni się radością na dzwięk znanych mu gruzińskich słów w waszych ustach i potoku zachwytów nad ich znaczeniem. Każdy Gruzin/ka pomyśli wtedy - jak też takim dobrym ludziom z Polszy rozkochanym w naszej narodowej najlepszej na świecie kuchni nie pomóc tutaj w potrzebie, no jak?
Tak przy okazji, nie próbujcie nawet przekonywać Gruzinów, że coś z tą ich kuchnią jest nie tak - że za dużo kolendry albo że ten ser... no tak zbyt intensywnie pachnie. Nie tylko nie uwierzą, ale i za gburów uznają. Nadmiar kolendry lepiej przemilczeć i chwalić jak zwykle.
PRZYSTAWKI
(Nigwziani) Badridżani / ბადრიჯანი / Bakłażany z orzechami
Ros. Bakłażany z orjechami. Najcudowniejsza potrawa pod słońcem! Przystawka serwowana w ilości około 6-8 sztuk na talerzu. Są to ruloniki smażonego w oleju bakłażana przełożone pastą ze zmielonych orzechów włoskich, okraszone paletą lokalnych przypraw i czosnku. Czasami podawane są z granatem.
Owa przystawka podbiła me serce do tego stopnia, że podjęłam nawet trud przemycenia niewielkiej porcji potrzebnej przyprawy do Polski i przygotowania tych bakłażanowych ruloników w domu. Jeżeli chcecie wykonać ten przysmak - co nie jest w sumie trudne - niezbędna jest przyprawa: utskho suneli (უცხო სუნელი, ang. blue fenugreek, pol. kozieradka błękitna), którą na rynku sprzedają na ... łyżeczki (moja prośba o 200 g została powitana ogromnym zdziwieniem). Przepis tutaj (po angielsku).
[W Polsce można ją nabyć czasami w sklepach online: www.skleptamada.pl lub tutaj, oczywiście przepis można wykonać także i bez tej przyprawy, lecz czy będzie ona wtedy tak obłędna w smaku? - Wątpie :)]
Serwowane na zimno.
Cena: ok. 6-7 lari za talerzyk 6-8 porcji.
Można prosić o podanie pół na pół z pkhali.
Pchali / ang. Pkhali / ფხალი
Nieco mniej popularna przystawka. Sos orzechowy jest taki sam jak do bakłażanów, lecz zamiast nich dodaje się zmielony szpinak lub czerwone buraczki i formuje tą masę w kształcie kulek. Lubię nieco mniej, ale chyba tylko dlatego, że moim ulubionym warzywem są bakłażany.
Cenowo tak jak badridżani, czyli bakłażany.
DANIA GŁÓWNE
Polecam wybrać jedno. Każde z nich to całkiem sycący obiad.Chinkali / ang. khinkhali / ხინკალი
Niektórzy mówią "czinkali", ale nie ma to większego sensu. Pierwsza litera to takie gardłowe "CH", które w języku polskim po prostu nie istnieje (tu wymowa dla ciekawych).
Wegańskie: z grzybami, z ziemniakami. (ros. s gribami, s kartoszkam)
Wegetariańskie: z serem. (ros. s sirem)
Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! W celu konsumpcji należy wziąć takiego chinkala w obie dłonie, nadgryść i wyssać bulion, a następnie kontynuować konsumpcję, aż do tego dzyndzla, czyli kluskowej końcówki, ktorej się nie je. Na końcu można policzyć ile kto zjadł i kto jest chinkalowym mistrzem! Niestety mój rekord to tylko 5 sztuk, po czym musiałam rozpiąć guzik w szortach - toteż namawiam do ostrożnego zamawiania.
Cena: ok. 0,50-0,70 gel za sztukę (1 GEL=1,60zl). Jeśli kosztuje 1 gel, zmieńcie restaurację - przepłacacie!
LOBIO / ლობიო
Nie mylić z plackiem fasolowym lobiani. Lobio to bardzo gęsta fasolowa zupa z przyprawami i kolendrą, bardzo często podawana w uroczych glinianych garnuszkach. Uwielbiam! Można do tego zamówić też mchadi (kukurydziany chlebek), zjeść samo lub z chlebem.Jest też wersja z orzechami włoskimi.
Cena: 5-6 lari
ADŻAPSANDALI / ang. ajapsandali / აჯაფსანდალი
Leczo z warzyw i lokalnej palety przypraw. Najczęściej podawane z chlebem.
Główne składniki to zawsze bakłażan, ziemniak i pomidor. Zwykle znajdzie się tam również papryka i czosnek, a nierzadko także ulubiona gruzińska zielenina: kolendra.
Wygląda jak rattatouille, ale smak ma bardziej ...bakłażanowy. To po prostu nie to samo.
Można zjeść z chlebem.
Cena: 5-6 lari
DODATKI:
MCZADI / ang. mchadi/ მჭადი
Dość pożywny placuszek wielkości racucha, szumnie zwany "chlebkiem". Ot, taki grubszy kukurydziany placek do zjedzenia z czymś np. z zupą lobio. Smaczny. (zdjęcie gdzieś niżej)Cena: 1lari
Sos adżika / Adjika souce / აჯიკა
Kupowana w restaruacji jest dipem, w sklepie będzie przyprawą lub pastą w słoiczku lub plastikowym pojemniczku, na targowisku może być sypką mieszanką przypraw. Często skład zależy od regionu. W jakiejkolwiek formie jej nie nabędziecie, zapach ten już zawsze będzie wam kojarzył się z Gruzją. Rozsypaliśmy w plecaku... cóż, ten zapach towarzyszył nam wszędzie ...Mnie sąsiadka przywiozła także z Kaliningradu w słoiczku z rosyjskim napisem. Jak widać Rosjanie już dawno poznali się na tej przyprawie!
CHLEB / Shotis puri, Shoti
Chleb jest boski. Wypieka się go w specjalnych glinianych piecach, gdzie jest układany na ich wewnętrznych ściankach. Przypomina łódkowaty płaski placek, a spód zawiera drobinki czarnej soli. Smakuje obłędnie świeży i najlepiej kupować w małych sklepikach, gdzie jest od razu piekarnia. Uwielbialiśmy go do tego stopnia, że piekarz z Mcchety rozpoznawał nasze twarze i któryś bochenek dał nam już po prostu za darmo.Cena: ok. 0,70 lari
Sos tkemali / ტყემალი
Można go kochać lub omijać z niesmakiem. Jest on robiony z kwaśnych śliweczek (podobnych do mirabelek) i tradycyjnie podawany do mięs. Mnie on nie urzekł, ale może kogoś?SAŁATKI
Ogórki z pomidorami rządzą. To po prostu się tak nazywa i na inne sałatki ze świeżych warzyw nie warto szczególnie liczyć. W sałatce zawsze będzie cebula i trochę zieleniny. Jest też opcja z sosem orzechowym. Godna!
зелень / zielenina / Assort of greens
Zamówienie tej pozycji z menu było dla mnie kulturowym szokiem. Ostatniego dnia, marzyłam już o zjedzeniu czegoś z zieleniną, np. sałaty, rukoli... Zamówiłam coś co po rosyjsku nazywało się "zieleń" i naiwnie oczekiwałam czegoś z gruzińska doprawionego i z sałatą. Cóż, zielenina to zielenina. Gruzini - nieweganie - też przecież jedzą trawę! :)![]() |
| 1. Zielenina w postaci surowej 2. Kult Stalina trudno zrozumieć, może takie wino smakuje szczególnie cierpko? 4. Mczadi - placuszek kukurydziany. |
NAPOJE
- lemoniada z estragonem / gruszkowa / saperavi = winogronowa (słodkie to strasznie, ale jakie dobre w upał)
- woda Borjomi (bardzo słona i świetnie gasi pragnienie)
- woda Nebeghlavi (gdy Bordżomi wam się znudzi)
- kwas chlebowy!
- czacza - wódka winna, w smaku trochę jak grappa, potrafi być bardzo mocna
- piwo - jasne maja. Najlepsze chyba Zadezani, pozostale smakuja tyle o ile.
- Kawa - najlepiej zamawiac "turecki", to taka z fusami. Chyba miałam pecha, bo wiecznie raczyli mnie "nescafe". Na ekspres nie warto liczyć.
- wino!
SŁODYCZE
Czurczchela / churchkhela / ჩურჩხელა
Niewątpliwy hit, po zjedzeniu którego moja mama zaczęła się zastanawiać, czy by tego nie przyrządzić w domu (da się!). Choć wygląda jak kiełbaska, to nawleczone na sznurek orzechy greckije, czyli włoskie lub inne, które oblane są sokiem winogronowym. Sam sok pochodzi z różnego rodzaju winogron, jasnych, ciemnych, bardzo ciemnych i determinuje ostateczny kolor tego smakołyku. Wbrew obiegowej opini, najlepszą jedliśmy w mieście Mccheta ze straganu (inne były jakieś takie... gumowe), ale nienajgorszy sklep z czerczchelą udało nam się też znaleść w Batumi.
Cena zależy od rozmiaru (ok 3 lari).
Dla wegetarian
Wegetarianie mają nieco większy wybór, bowiem mogą spróbować słynnego gruzińskiego placka chaczapuri z serem, a w Adżarii (Batumi) ich regionalnej dumy - chaczapuri adżariani, który jest cholesterolową bombą (placek z dużą ilością sera, rozbitym jajkiem, polany masłem i jeszcze większą ilością sera!). Mogą także pokusić się o grzyby z serem i masłem, a także podobno smakującą jak maślanka zupę o nazwie Matsoni . Same pieczone grzyby, raz udało mi się dostać w wersji wegańskiej i były przepyszne, ale zdjęcia brak.
I love Georgian food
Co przywieść z Gruzji?
Kucharzom - przyprawy: utskho suneli do gotowania, adżika do kuchennych eskperymentów, cokolwiek innego co wpadnie wam oko na targowiskuSmakoszom - czurczchela, na pewno zaskoczy wszystkich obdarowanych. Pozytywnie!
Komukolwiek - wino, by móc się raczyć i przywoływać wspomnienia z wojaży.
![]() |
| Zjedz mnieeee....... Twój chinkal |
Adresy:
Miejsca ze znaczkiem vegan friendly:
1. Kutaisi (Imeretia) - Palaty Puszkin Str. 2. Nieco drogie i pełne aglojęzycznych turystów z pobliskich hosteli. Moża się najeść i przyjemnie tam, gdy się tęskni za europejskim standardem. Może ja nie tęskniłam tak mocno, więc nieszczególnie mam ochotę wracać. Mówią po angielsku.
2. Tbilisi - Kiwi No. 41, Vertskhli Street, 0105 Tbilisi. Jadłodajnia prowadzona przez wegańskich aktywistów. Nie aż tak daleko baru Warszawa. Międzynarodowa wegańska kuchnia. Nie jadłam, bo zaszliśmy tam po obiedzie. Niemniej zachęca. Znają angielski.
3. Signaghi (Kachetia)- Cafe Colorit , Street M. Kostava 8 - przemiła dziewczyna z obsługi mówi po rosyjsku/angielsku, a napis Vegan Friendly dość niepozornie wygląda zza okna. Typowa kuchnia gruzińska i typowe gruzińskie jedzenie, może trochę bardziej tłuste, małe porcje są przez to naprawdę sycące. Sam znaczek trudno powiedzieć skąd się tam znalazł, ale zrozumiano słowo "vegan" bez problemu. Znają angielski, ale rosyjski znają jeszcze lepiej.
Subiektywnie
[Adresy podaję wg współrzędnych do Maps.me o którym więcej było tutaj.]
W Batumi dwa miejsca były ok: Shemoikhede Genatsvale, Jordania Street 8 - naprawdę zacne chinkali i naprawdę kiepska obsługa w wieczornych godzinach szczytu (za mało kelnerów). Z tego powodu polubiłam bardziej Chinkali House 26 May Street, No 7 za równie dobre chinkali i krótszy czas oczekiwania na nie. Tam też dobrze zainwestowałam ostatnie lari przed powrotem do Polski - oczywiście w dobre jedzenie.
Najlepsze lobiani: Gruzini twierdzą, że w Kazbegu. Ja twierdzę, że w Imeretii (region Kutaisi). Gdziekolwiek jadąc, trzeba spróbować.
Najlepsza czerczchela:
- Mccheta - stragany w poblizu katedry.
- Batumi - ostatecznie do Polski przywiozłam te zakupione w sklepie z czurczchelą w Batumi. Adres: Nikoz Baratashvili Street 23 (na przeciwko prostopadlej ulicy Irakli Abashidze z jednej strony i Gorgiladze z drugiej). Można pytać, to dość rozpoznawalne miejsce i miejscowi znają.
Najlepsze na świecie, gdy o 22:00 wszystko jest zamknięte, a ty umierasz z głodu:
Plackarnia w Kutaisi po drodze do Bagrati, gdzies w okolicach Tsminda Nino Street. Lobiani ratuje życie!
Najbardziej hipsterskie miejsce, gdzie można zjeść w Gruzji:
Oasis, Udabno - restauracja na końcu świata. Głównie kuchnia typu: georgian fusion. Prowadzona przez grupę Polaków i urządzona w dość przyjemnym stylu podróżniczym z polskim zacięciem. Kasztelana nie mają, ale samo miejsce i ludzie przemili. Na obiad warto się skusić - karmią godnie w rozsądnych cenach. Jeśli zabłądzicie w stronę granicy z Azerbejdżanem - gdzie nie ma już nic tylko monastyry, krowy i słońce - zajdźcie koniecznie. Przy Oasis działa też hostel.
Wino (degustacje za darmo):
Tutaj co człowiek to zdanie - ale liczę na wasze rekomendacje!
- w dobre wina do Polski zaopatrzyliśmy się na koniec w Batumi u młodego chłopaka Giorgiego. Giorgi, choć świetnie włada rosyjskim, na pewno powie Wam po polsku "Dobre wino" i każe zostawić autograf na ścianie swojego sklepu. Mój też tam jest! Adres: Nikoloz Baratashvili Street (chyba) No 1 (od Alei Rustaveli zaraz po prawej stronie, po schodach w dół, w niepozornej piwnicy).
- domowe wino całkiem dobrze wspominam paradoksalnie nie w Kachetii, ale w Mcchecie u pana prowadzącego pensjonat. Samo miejsce następnym razem z chęcią wybrałabym na nocleg. A jeśli powiecie, że chcecie pakuszac, dostaniecie tez smaczny posilek w rozsadnej cenie, robiony na miejscu przez żonę (także postnyj). Arsukidze Street 53, Mccheta / blisko katedry. Mają internet.
Przyprawy - np. targowisko w Kutaisi lub jakies lokalne sklepiki z jedzeniem.
Najlepsze jedzenie: oczywiście domowe! W kwaterze u rodziny przy Muzeum Swanów w Mestii. Wiecie jak to jest... mama czy babcia zawsze gotują najlepiej. I właśnie takie były te posiłki. Najlepsze na świecie! Magia słowa postnyj zdziałała cuda.
Podążajcie jeść! Ja od samego pisania zrobiłam się głodna :)!
Jeśli znacie fajne miejsca w Gruzji, w których udało wam się dobrze roślinnie najeść - zostawiajcie koniecznie infor w komentarzach najlepiej z adresem. A jeśli znacie fajne gruzińskie miejsca w Polsce - to koniecznie też!
That girl with a sketchbook
Ps.1 Mam nadzieję, że rosyjskojęzycznych czytelników głęboko nie uraziłam ogromem uproszczeń i spolszczeń w tym tekście. Uczyłam się języka Puszkina tylko pół roku i to dawno temu, i jeszcze troszkę w podstawówce czytać, toteż z góry przepraszam za ewentualne błędy :).
Z perspektywy podróży do Gruzji muszę przyznać, że nawet bardzo podstawowa znajomość języka naszych sąsiadów otwiera wiele drzwi i serc nawet u Gruzinów, a z pewnością przyspiesza czas oczekiwania na jedzenie. Temat trudnych rosyjsko-gruzińskich relacji pozostawię może jednak innym komentatorom i podróżnikom, choć na pewno jest o czym mówić. W samej Gruzji, jeśli nie znamy dobrze naszego rozmówcy, dyskusje polityczne na temat rosyjskich sąsiadów lepiej taktownie omijać, no chyba, że sami zaczną. Niemniej, sam język rosyjski jest w wielu miejscach naprawdę rozpowszechniony, a słuchanie rosyjskiego popu w restauracjach, taksówkach czy autobusach wydaje się należeć do dobrego tonu.
Ps2. Udało mi się zjeść również taką sałatkę z kiełków w jakiejś przydrożnej knajpce w Imeretii. Niestety nie wiem co to było. Gdyby ktoś z was wiedział co to za kiełki i jak się to nazywa, to podlinkujcie przepis. Smaczne było, a w internetach trudno znaleźć.





















