![]() |
| Góra wyzwań, albo tylko odpowiednia ich doza. Widok na górę Kazbegi w pobliżu Stepancminda. Będę :)! |
Sit somewhere in a beautiful silent place, cherish the wonderful outlook, sip espresso in the shadow and draw - could you possible imagine better things during the summer days than these ? Additionally, in the middle of landscapes of Georgia in the warm Caucasian sun. Give me only one hour of peace there, and you’ll get the happiest person in the world! :)
Już za 2 dni ruszamy przed siebie. Plecak, szkicownik i bilet do Gruzji. 14 dni i plan podróży podporządkowany jednemu celowi - uwiecznić 14 ciekawych wspomnień w szkicowniku Sama podróż to wyzwanie, ale jeszcze rysowac?
Already in 2 days we are setting off on a journey. Backpack, sketchbook and ticket to Georgia in Caucasus. 14 days of travel with one goal - bring 14 sketches that catch the memories in my sketchbook. This trip is already a challenge, but sketchin?
Already in 2 days we are setting off on a journey. Backpack, sketchbook and ticket to Georgia in Caucasus. 14 days of travel with one goal - bring 14 sketches that catch the memories in my sketchbook. This trip is already a challenge, but sketchin?
Keep calm, travel, sketch & mesmerise
Podróżuj, rysuj, daj się uwieść wspomnieniom ;). Skąd ten pomysł? Rok temu podjęłam się wyzwania, nikomu o tym nie mówiąc. Jego historia jest bardzo prosta. Ruszyłam samotnie w podróż po Bałkanach z plecakiem i eurobiletem na pociąg - bez większego planu i oczekiwań, z nadzieją, że wszystko co się wydarzy będzie cudowne.
Gdy już pierwszego dnia, o 6:30 rano udało mi się znaleźć jedyną otwartą kawiarnię w Ljubljanie, z przyjemnością zamówiłam espresso i rozejrzałam dookoła. Wyobraźcie sobie ten poranek nad rzeką, z cudownym widokiem na katedrę po drugiej stronie brzegu. Nic nie musisz, nigdzie się nie spieszysz, nikt od Ciebie nic nie chce. I ten spokój. Wzięłam szkicownik i zaczęłam rysować po wielu latach przerwy. I tak już do końca podróży. Postanowiłam robić to codziennie.
Last year I mounted my own challenge without telling anybody. Its history is quite simple. I set off alone on a journey around the Balkan Peninsula with a rucksack and rail euroticket - without special plan or expectations, only with hope that whatever will happen is going to be wonderful.
As soon as I arrived to Ljubljana at 6:30 at the morning, I managed to find the only one open cafeteria and ordered pleasantly a cup of espresso, then I looked around me. Just imagine that morning at the banks of the river with a wonderful outlook for a cathedral's towers on the other side. You do not have to anything, you are not in rush, noone wants anything from you. And that tranquility. I took the sketchbook and started to draw after many years of break. And I did continue so till the end of my trip. Moreover, I challanged myself to do it everyday.
![]() |
| Travel journal - The Balkans 2014. Sketchbook/Szkicownik: Muji |
Kiedyś przez kilka miesięcy całymi dniami produkowałam rysunki archeologiczne dla jednego z niemieckich muzeów. Jednak rysowanie tego co się widzi w przestrzeni, to było coś zupełnie innego niż odrysowywanie średniowiecznych garnków i ostróg! To była dopiero frajda! Z jednej strony ogarniała mnie frustracja, że nie wychodzi mi jakieś drzewo albo perspektywa jest koślawa, a z drugiej ta satysfakcja - gdy w końcu się udawało - sprawiała, że chciałam jechać dalej, rysować nowe miejsca i robić to lepiej. Rysowałam codziennie, a nawet kilka razy dziennie i choć efekty bywały różne, doskonale pamiętam ludzi, którzy wówczas do mnie podchodzili i rozmawiali.
Na przykład simit (na zdjęciu powyżej rysunek po prawej stronie pod strzałką) rysowałam popijając czaj i słuchając gawęd poznanego couchsurfera, tureckiego studenta Sameta, który opowiadał mi o swoich problemach z ortodoksyjną rodziną i swoich marzeniach o Sarajewie. Opowiedział mi legendę, zgodnie z którą z simitu można napić się wody z dwóch kranów. Jeden kran oznacza, że wrócisz do Sarajewa. Drugi, że poślubisz mieszkankę lub mieszkańca Sarajeva. Napisliśmy się z jednego, ale nie wiedzieliśmy tylko który oznacza co, więc postanowiliśmy zapytać w pobliskiej kawiarni i ... utknęliśmy tam na kolejne godziny z bośniacką kawą, ustalając poprawną wersję legendy z obsługującą nas dziewczyną. Jeden rysunek, a tyle wspomnień.
Once I was producing a large number of archeological sketches all day longs for couple of months for one of the German museums. However sketching what you actually see specially in front of you - that was completely different kettle of fish in comparison to the careful drawing of the middle-age pots or iron spurs! How much more fun it was! On the one hand, I was frustrated not to be able to sketch a tree properly or that perspective was not exact, but on the other hand, whenever I managed to do it as I saw it in my head, satisfaction was priceless and I wanted to travel more and do it even better. I sketched every day or couple of times a day and although the results varied, I exacly remember people who approached me for a chat back then.
For instance I have been sketching 'simit' (on the photo above, the picture to the right, behind the arrow), while sipping chay (tea) and listening to the tranquil voice of a couchsurfer, a Turkish student Samet, who shared with me his stories about his orthodox Turkish family and his dreams about Sarajevo. He told me a legend that I suppose to try drinking water from 'simit'. One tap means that you are going to come back to Sarajevo one day. Another one, that you will get married with a women/men from Sarajevo. We drank form one of the taps, but we did not know which one meant what! Hence, we asked in a cafeteria nearby where we stack for another hours with Bosnian coffee, disputing with a lady the correct version of the ledgend! One picture and so many memories!
Gdzieś w połowie podróży, wyzwanie spodobało mi się na tyle, że wymyśliłam nazwę bloga, by nie zamykać tych wspomnień w notatniku. Było to w czasie wspinaczki na górę z fortecą w Czarnogórze, Kotor, miasto kotów.
Skoro mogłam rysować na Bałkanach, to czemu nie w Gruzji? W końcu, tym razem mogę się nieco lepiej przygotować.
Somewhere in the middle of the journey, I started to like my challenge so much, that I made up the name of this blog in order to not close all those memories in the notebook. It was while hiking to the fortress on the mountain in Montenegro, in Kotor, the city of cats.
Why not traying then this also in Georgia? At least, this time, I can prepare myself a bit better.
![]() |
| O takie wyzwanie. 1 dzień, 1 szkic, 1 piękne miejsce, 1.000 wspomnień. |
Zdjęcia z mojego wyzwania będzie można oglądać na instagramie z tagiem #ONEgirlwithasketchbook. W miarę dostępu do Internetu. Start w czwartek :). Link jest po prawej stronie u góry ekranu lub tutaj. .
A może masz ochotę się przyłączyć do wyzwania, ale nie umiesz rysować? Cóż, zdarza się (>_<). W takim razie zrób jedno naprawdę piękne zdjęcie, które uchwyci jedną piękną chwilę, którą chciał/abyś wspominać za rok, dwa lub trzy. Ale to musi być 1 takie wypieszczone zdjęcie - codziennie, przez 14 dni :). Spróbuj uchwycić wspomnienia.
Photos from my challange you can watch on my instagram profile or with tag #ONEgirlwithasketchbook. Depending on my Internet access of course. Start on Thursday. Link is on the right side of this page at the top or here .
You want to join to my challenge but cannot sketch? Well, happens ;). Then take ONE really beautiful photo that catches unforgettable moment for you that you wish to remember for next years. ONE photo a day, but everyday 14 days long :)! Try to catch your memories.
![]() |
| -hey, what's new? -...mhm... and do you want to listen about Georgia? - no - then.. nothing new. [Zdjecie ze sciany, mentalno-wizualne planowanie ;)] |





No comments:
Post a Comment